czy nie jest nam aby za dobrze?

E: jest późny, niedzielny wieczór, a ja wróciłam własnie do domu od jednego z najbliższych mi ludzi. Mam żołądek pełen grzanego wina, głowę pełną pytań, a w ręku kawałek zimnej pizzy.  Dlugie rozmowy zwykle są dla mnie bodźcem dla myślenia i idę o zakład, że grzaniec pobudza przepływ impulsów między neuronami.

Po rozmowie z wyżej wymienionym bliskim człowiekiem, wróciło do mnie stare pytanie – czy aby nam, pokoleniu 25-letnich, wychowanych na pokemonach i dorastających w gimnazjach, nie jest trochę za dobrze? Jeśli czegoś nie wiemy, wklepiemy to w Google;  jeśli chce nam się jesć, wyklikamy pyszne.pl. Brodzimy codziennie w tym morzu możliwości, bojąc się jednak wejść dalej niż po kolana.  Z jednej strony chcemy zdobywać góry, a z drugiej boimy się poświęceń. Nie wiemy do końća, czy nasze studia, praca, hobby to jest faktycznie coś, co nas jara, czy to może chwilowa zajawka, jednak strach przed tym, że ktoś nam może te możliwości ograniczyć, kończy się zwykle panicznym powrotem do zwykłej-niezwykłej codzienności. Nie chcę się stawiać w pozycji mędrca, który przeżył już życie za siebie i innych i może z całkowitą pewnością powiedzieć, ze jest tak, a nie inaczej. Stawiam się nawet w zupełnej (totalnej?) opozycji do takiego podejścia. To pytanie w tytule, to trochę na zaczepkę. Pewnie każdy z nas kiedyś musiał się z nim zmierzyć w rozmowie z kimś starszym, kto sam uważał się przez to za mądrzejszego. Wcale nie neguję doświadczenia zdobywanego wraz z wiekiem, jednak to „tobie to jest chyba za dobrze” utkwiło mi mocno w pamięci. Bo wcale mi za dobrze nie było – fakt, że miałam i mam tyle opcji jest i błogosławieństwem, i przekleństwem. Jest też pewnie w wielu wypadkach przyczyną konfliktów pokoleniowych – nasi rodzice w dużej mierze nie podejmowali decyzji. Wybór był taki, jaki mógł być, warunkowamy przez środowisko i ustrój, dyktowany przez innych. My, dzieci przełomu wieków, siłą rzeczy stawiamy  czoła innym problemom.

A moze tylko nam się tak wydaje? Może tak naprawdę jesteśmy w analogicznej sytuacji, tylko zamiast być więźniem społecznych konwenansów w imię tradycji, staliśmy się więźniami tych samych ograniczeń w myśl samorowzoju, kultury sukcesu i hiperefektywności? Nie jesz sushi kilka razy w tygodniu, Twoja niunia to raczej Zara niż Michael Kors, a Ty jeszcze nie byłeś na Dominikanie (i nie wrzuciłeś swojego oplaonego fit ciała na Insta)? Nie nazywaj się człowiekiem sukcesu. Alternatywna rzeczywistosć rysuje nam berety nie od dziś i trzeba sporej dozy racjonalności, żeby zostawiać ją za sobą bez żalu.

via Tumblr

Mądre wybory to jedna z najtrudniejszych umiejętności i wierzę w to, że dojrzałość do nich przychodzi z czasem. Nie martw się więc, drogi rówieśniku, jeśli czegoś po prostu nie wiesz i zwyczajnie nie potrafisz się zdecydować na jedną z opcji, którą podsuwa Ci codzienność. Może wcale teraz nie powinieneś podejmować tej decyzji. Daj sobie czas. Serio, jak banalnie by to nie brzmiało, nie musisz nikogo zadowalać  wbrew sobie – niezależnie od tego, czy to chmara follwersów, czy babcia pytająca setny raz kiedy się wreszcie ustatkujesz. Może nigdy,  a moze w tym roku – niech to zależy tylko od Ciebie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s