pieczenie napoleonka jak brodzenie w śniegu

Aga: kiedyś lubiłam gotować i piec chlebki bananowe dla innych, powyrywać przepisy z gazet, odkrywać jadłonomię. Warszawa ma taki mikroklimat, że doba tu trwa jakieś dwanaście godzin, a tu jeszcze trzeba by było zrobić jakiś kurs, nauczyć się języka, zbawić świat, więc gotowanie zsunęło mi się w priorytetach po przeprowadzce tu.

Faktem jest też to, że wśród przypraw, przepisów i wrzenia za bardzo nie śmigam, a pad thai wychodzi mi lepiej niż rosół. No i moja obecność w kuchni zwykle kończy się spalonym garnkiem, przesoloną wodą i innymi ciężkimi grzechami przeciw filozofii Julii Child.

Tak też było i tym razem, kiedy w piękne, niedzielne przedpołudnie postanowiłam upiec napoleonka dla jednej bardzo ważnej osoby ze słodkim zębem. Nie wiem, co tam moja koleżanka z Radomia rozumie pod nazwą „napoleonek” ani Wy, czytający z różnych zakątków naszej ojczyzny, ale dla mnie napoleonek to ciasto-DUŻOMASYBUDYNIOWEJ-ciasto. Chociaż to, co wyszło z tego pieczenia to napoleonek w pierwszym stadium anoreksji, a wszystko dlatego, że nie zastosowałam tych kilku zasad, które wymienię poniżej.

Pieczenie tego placka przeżywałam bardzo intensywnie kilka dni, przechodząc przez hamletowskie rozterki i ciężkie załamanie swoim antytalentem kulinarnym. Przeczytałam sto przepisów, próbując znaleźć ten, o którym mówiła przez telefon mama, że no nawet mi musi wyjść. Nie znalazłam, więc przed podjęciem się pieczenia podłączyłam zestaw słuchawkowy żeby być z nią na łączach w tych trudnych chwilach. Jakie wnioski wysunęłam po 4-godzinnym pieczeniu?

  • przed podjęciem się gotowania warto wypić lampkę (tu do wyboru, ale między 10%  a 80%), a drugą w trakcie. Po skończeniu gotowania, trzeba dokończyć również butelkę
  • należy dokładnie zapoznać się z przepisem
  • nie można wykonywać dwóch dań jednocześnie, bo może to grozić spaleniem miksera
  • trzeba zaopatrzyć się w ubijaczkę lub mieszadełko lub niewiemdokońcajaksięnazywatenprzyrząd, bo łyżką masy nie wymieszasz
  • warto kupić na zapas kilka ciast francuskich – może zdarzyć się, że jedno wypadnie Ci z rąk, a okruszki wpadną między szyby piekarnika (patrz zdjęcie poniżej)
  • koniecznie zaopatrzyć mamę w relanium i zrozumieć, że ktoś, kogo dania powinny dostawać gwiazdki Michelin może mieć trudności z pojęciem kogoś, komu wychodzą tylko sałatki-śmieci (czyt. sałatki z tego, co zostało w lodówce i na półkach)

Po zastosowaniu tych zasad zaistnieje bardzo duże prawdopodobieństwo zwycięstwa i zasłodzenia osobnika, który sobie ten placek ukroi. No ale nie samą solą ziemi człowiek żyje.

Najważniejsza rada: znajdź godzinę w tygodniu na przygotowanie czegoś dla kogoś, prosto z serducha. Poważnie jest to super sprawa!

I zdjęcia do pośmieszkowania:

IMG_3460

IMG_3462

IMG_3464

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s