telefon off

Aga: blog ma być raczej wygodną kanapą, ale będzie dziś trochę o tym, jak z tej osławionej strefy komfortu ostatnio powychodziłam (i to bardzo z premedytacją) po to, żeby ją sobie ułożyć.

Rok 2017 miał być dla mnie już ostatecznym zakończeniem 7 chudych (dosłownie) lat, bez żadnych postanowień i z wyczyszczoną myślodsiewnią. Już styczeń pokazał, że nie ma co się nastawiać, więc kiedy Gosia napisała do mnie o podróży w góry Ałtaju, trzeba mi było dokładnie 10 minut na podjęcie decyzji, że lecimy na Syberię.

Na wiosnę kupiłyśmy pierwsze bilety do Moskwy, a na miesiąc przed wyjazdem (tak robią dorośli ludzie, potwierdzone info) do Nowosybirska. Na trzy dni przed wyjazdem kupiłam sobie buty do chodzenia po górach, a z tyłu głowy byłam pewna, że lecę na lekkie progulki po łączkach. Program wyjazdu przeczytałyśmy w oczekiwaniu na opóźniony lot do Moskwy, a mój matematyczny umysł wyliczył, że dziennie nie zrobimy więcej niż 10km.

Wychodzenie ze strefy komfortu zaliczyłam już pierwszej nocy w Moskwie, gdy nie chcieli nas wpuścić do hostelu, a potem to już było w zasadzie normą – przekraczanie kolejnych linii rysowanych przez moją chorą głowę, przez które przechodziłam – czasem na drżących nogach, a czasem na pełnej albo, jak na zdjęciu poniżej, z mini atakami braku tchu.

21150122_1660723110654073_9010503516297178598_n

Pamiętam najbardziej jednak to, że po pierwszym górskim marszu i skakaniu jak kózka po ruszających się kamieniach pomyślałam sobie to, co zawsze chciałam pomyśleć: feelin’ blessed. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo na co dzień brakuje mi świeżego powietrza i natury.  I mimo, że kocham Warszawę, to wychowałam się przecież na półwsi i łąkach całych w rumianki, na długich spacerach (teraz jest czas na pytanie: kiedy ostatni raz byłeś na spacerze dłuższym niż droga na przystanek?). No i tak naprawdę przecież wszyscy z tej natury wyszliśmy, nawet urodzeni na ursynowskich blokowiskach.

I oto sobie stałam w tych górach ja: często przemoknięta, ze spalonym butem, jedząca snickersa pierwszy raz od kilku dobrych lat i wiedziałam już, że wygodnie to ja w życiu muszę mieć, ale w swojej głowie. Dlatego może tak łatwo udało mi się podjąć decyzje, których tak się bałam przez ostatni czas i wylądować w Warszawie z wyczyszczoną głową i otwartym sercem.

21150306_1659181494141568_6756237045445521869_n

Dwa tygodnie w Rosji na tęsknocie, w namiocie, w bani i bez grzańca to trochę za długo, szczególnie dla osoby z krwi i tłuszczyku europejskiego, ale poważnie – wracajcie czasem do natury i bez telefonu, bo w tym codziennym marszobiegu za zieloną marchewką, atakowani przez milion bodźców, wykończymy się sami i nie trzeba będzie do tego żadnego oszołoma z bombką.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s